Konkurs : prawie finał

Opublikował wildent w : Konkurs 2017 - 03-07-2017

rzut oka na losy odwołań

 

Wielkopolski Oddział NFZ zakończył rozpatrywanie odwołań od rozstrzygnięc konkursowych. Jeśli wierzyć zestawieniu wniesionych odwołań jaki widnieje na stronie funduszu, do WOW wpłynęło 31 odwołań.
Po dość skrupulatnym  przeglądnięciu ich nie napotkaliśmy żadnego, które byłoby uwzględnione. Oferenci mają oczywiście prawo do wniesienia ponownego odwołania i dopiero po ich rozpatrzeniu ,w postępowaniach, których dotyczą odwołania Fundusz może podpisać umowy. Wszędzie tam, gdzie nie wniesiono odwołań lub ponownych odwołań umowy mogą być podpisane z dniem 1 lipca.
 
Zapewne nie sposób nie dostrzec iż Wielkopolski Odział Funduszu w znacznym stopniu zmodyfikował "in plus" podejście do treści zawartych w ofertach. Idąc prawdopodobnie za kilkakrotnie wyrażanym apelem naszej izby Fundusz wzywał oferentów do wyjaśnień, w efekcie których korygował czasem niekorzystne  dokonywane przez nih samych zapisy. I to trzeba powiedzieć jasno.
 
Ale jak zwykle w takich przypadkach  szklanka do połowy jest pusta a nie do połowy wypełniona.  Chciałoby się aby ta postawa była dużo bardziej konsekwentna. Skoro bowiem np. oferent przygotowuje pomieszczenia sanitarne i je remontuje , a do pełni szczęścia brakuje ponownego przymontowania zdjętych na czas remontu uchwytów, to może jednak dobrze było by przyjąć że istotnie to pomieszczenie jest i w perspektywie pięciu najbliższych lat nic mu nie zagraża. Wniosek przeciwny zaprowadził w tym konkretnym przypadku do odrzucenia oferty z bardzo banalnego powodu na całe długie pięć lat.  Dyskutować można również czy oferent który dysponował profesjonalną legalnie zakupioną aplikacją do wyznaczenia terminu przyjęć, a który pod danym adresem nie udzielał jeszcze świadczeń miał istotnie obowiązek publicznie udostępnić rejestrację online pod adresem pod którym jeszcze świadczenie publiczne udzielane nie są. Jest w końcu w ustawie zapis iż wpisanie na listę oczekujących jest zobowiązaniem do udzielenia świadczenia. A i przecież samą listę oczekujących prowadzą świadczeniodawcy a nie przyszli świadczeniodawcy. Była też sprawa pomyłki oferenta, który omyłkowo zakreślił współpracę z Agencją Taryfikacji, której to współpracy oczywiście nigdy nie nawiązał (to są przypadki liczone naprawdę na palcach jednej ręki) . Naprawdę ,  jesliby miało to być kłamstwo konkursowe, to o wyjątkowo krótkich nogach . Toteż w świetle orzecznictwa sądowego zachodzi pytanie czy nie można było tego potraktować jako oczywistą pomyłkę.
 Jedna z decyzji a właściwie grupa decyzji dotyczących trzech podmiotów, jeśli zakończy się ponownym odwołaniem i ponownym odrzuceniem odwołania i znajdzie swój finał w sądzie administracyjnym, może być pretekstem do bardzo ciekawego rozstrzygnięcia prawniczego. W tym przypadku najogólniej rzecz biorąc chodzi o to czy podmiot korzystający ze sprzętu innego podmiotu (w tym również rentgena) wykonuje świadczenia radiologiczne osobiście czy też wobec niemożności uzyskania odrębnej decyzji sanitarnej na ten sam rentgen, udziela świadczeń radiologicznych korzystają z podwykonawstwa. Ciekawe zagadnienie.
 
No i w końcu ostatnia  grupa odwołań to klasyczne rozterki negocjacyjne. To niezgoda oferentów na niezaproszenie na negocjacje, jak również zarzut że komisja nie zasugerowała oferentowi możliwości obniżenia ceny.
 I tu kłania się to co pisaliśmy przed negocjacjami: że do negocjacji nie muszą być zaproszeni wszyscy oferenci , że negocjacje służą domknięciu konkursu pod względem nieprzekroczenia sumy zamówienia  a nie temu, że oferenci mogą na nowo kształtować swoją ofertę w trakcie negocjacji. Oczywiście jest w tej sytuacji poważny spór czy sama możliwość że komisja jednemu zaproponuje obniżenie ceny a innemu nie- czy nie stanowi naruszenia zasady transparentności.  Po to w końcu zaklejamy nasze oferty aby uniemożliwić innym uczestnikom konkursu reakcję na parametry jakie w naszej ofercie zapisaliśmy.  Powyższe zdanie nie oznacza jakiejś wiedzy bądź nawet cienia informacji ,iżby komisja w jakiś nierówny sposób pod tym względem traktowała oferentów. Jednak reguły transparentności rozdziału środków publicznych  polegają również na tym, że przepisy regulujące prowadzenie postępowań winny kreować stan, w którym samo podejrzenie takich praktyk staje się wręcz niewiarygodne. I to -jak się wydaje- należałoby w nowelizacji obecnie obowiązujących przepisów dopracować.
 
W całej konkursowej zawierusze gubimy bowiem podstawową prawdę, że powołani jesteśmy do leczenia, do doskonalenia swoich technik , a nie do zastanawiania się "o co tym razem władzy chodzi?" .
Z naprawdę licznych maili, jakie (nie tylko z oferentami WOW) przyszło mi wymienić wnioskuję, że spora część z nas popadla już w podejrzenie, że nie starczy mieć coś wartościowego do zaoferowania. Żeby dostać kontrakt trzeba mieć szczęście niepopełnienia jakiegoś krytycznego błędu lub wręcz należałoby znać jakieś stosowne zaklęcie. 
To z pewnością nie przystaje do profilu umiejętności, jakie winniśmy poszerzać jako lekarze i tłumaczenie tego formułą, że jesteśmy "profesjonalnymi uczestnikami obrotu gospodarczego" nastrojów nam nie polepsza. 
Pocieszanie się nie jest twórczą postawą, niemniej biorąc całokształt zdarzen pod uwagę , a szczególnie nieporównanie trudniejszy niż kiedykolwiek etap przedkonkursowy (wyjasnianie znaczeń zapisów rozporządzenia kryterialnego) – zawierucha mogła być dużo większa.
 
Andrzej Cisło
wiceprezes ORL WIL